Przyjąć miłość

Wyciągniesz swoje ręce, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz. J 21, 15 – 19

Od zeszłego roku te słowa mocno do mnie przemawiają. Wyczuwam głęboko w sobie, że one mają się spełnić w moim życiu. I nie chodzi mi bynajmniej o śmierć męczeńską. Taka śmierć byłaby zbyt wielkim wyróżnieniem, którego z jednej strony nie jestem godzien, z drugiej zaś się boję.

Jezus pyta Szymona o miłość. Pewnie chodzi o zaparcie się Piotra, o jego postawę w czasie męki. Ale chyba nie tylko. Widzę to także na innym poziomie. Bo Szymon Piotr to człowiek, który do tej pory sam sobie ze wszystkim radził, miał najlepsze pomysły i wyprzedzał nawet samego Jezusa. Dwa razy mocno dostał za to po głowie. Raz, gdy usłyszał: „Zejdź mi z oczu, szatanie”, a drugi, kiedy po zapowiedzi Jezusa zaparł się swojego Mistrza. Mam wrażenie, że to jest najważniejsze, co w Piotrze potrzebuje się zmienić i o to pyta go Jezus.

trzyBo w tej miłości nie chodzi bynajmniej o uczucia. Nie chodzi również o wielkie czyny, jakie Szymon – czy także ja – mógłbym zrobić dla Jezusa (lub dla innych). Naprawdę nie o to w tym wszystkim chodzi o słowa kończące dzisiejszy tekst dobitnie mi to pokazują.

Bo cóż ja mogę Bogu dać? Albo… czy mogę kochać Boga jak równy równego? Absurdalny pomysł. Coraz bardziej dociera do mnie (i bardzo trudno mi się jeszcze w tym odnaleźć), że moja odpowiedź na Jego miłość to w pierwszym rzędzie, to przede wszystkim, to zanim cokolwiek innego… przyjąć Jego miłość. Szymon był tak pewny swego, tak bardzo wiedział, czego chce i jak ma wszystko wyglądać, że skończył zapierając się Jezusa. Moje działanie i moje sposoby kochania Boga też mogą się tak skończyć i nawet jestem pewien, że się tak kończą. Bo nie może się inaczej skończyć to, że ja wiem lepiej i na dodatek czerpię z tego spore samozadowolenie.

Tymczasem mam wyciągnąć ręce, im bardziej puste, tym lepiej – i przyjmować miłość, karmić się nią, wchłaniać – bo to jest źródło mojego życia. Inny mnie opasze i poprowadzi, gdzie nie chcę – tym INNYM jest On, sam Bóg i Pan, który chce wziąć moje życie w pełne posiadanie. Kiedy jednak kombinuję po swojemu i wiem lepiej – niewiele z tego wyjdzie.

Obym pozwalał się kochać. Każdego dnia. Przyjmował miłość i stał się jej odbiciem w życiu – na ludzi wokół mnie. Chcę, by On mnie opasał i poprowadził, gdzie nie chcę. Ale to trudne i stąd bardzo długo się opieram, bronię, czasem wręcz szarpię. Panie, Ty wiesz…

2 komentarze

  1. Bożena
    9 czerwiec, 2014

    Kiedy jednak kombinuję po swojemu i wiem lepiej – niewiele z tego wyjdzie.

  2. Agnieszka
    7 czerwiec, 2014

    On wie najlepiej co jest dla nas dobre… Może chce nas poprowadzić inną drogą niż my chcemy, by nas przed czymś uchronić…najbardziej przed nami samymi. Twa miłość Panie niech ociera łzy, wlewa męstwo i prowadzi tam gdzie Ty Chcesz…Jezu ufam Tobie…

Submit a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi