Aż po brzegi

Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu. J 2, 1 – 11

Przyszła mi dzisiaj myśl, czy tym starostą weselnym nie jest nasz Ojciec, Bóg. On jest Tym, któremu niesiemy nasze życie, a przecież codzienność nierzadko przeżywam właśnie w taki sposób – jak wodę, która powoli sobie płynie. Wodę, która nie ma specjalnego smaku, zapachu ani innych ekscytujących właściwości. Po prostu woda. Może się ona kojarzyć z pewną szarzyzną, rutyną.

Poruszyły mnie stągwie kamienne, których może nieprzypadkowo jest sześć – wszak w tyle dni Bóg ukończył stwarzanie świata, a człowiek został stworzony ostatniego z tych dni – szóstego. Więc jakby był to obraz życia człowieka, jego codzienności. I te stągwie, na polecenie Jezusa są napełnione wodą. Aż po brzegi. Ten szczegół mnie zatrzymał. Moje życie mam wypełnić aż po brzegi, czyli żyć najpełniej jak potrafię. Być sobą, pracować z pełnym zaangażowaniem, kochać w pełni. A nie na pół gwizdka, nie tak tylko trochę, czy żeby się nie zmęczyć. Moje życie ma być w pełni, na maksa, aż po brzegi. Ale po brzegi wypełnione wodą, czyli szarą codziennością, a nie poszukiwaniem wrażeń, świątecznych nastrojów czy innych ekscytacji. One będą, ale tylko od czasu do czasu.

po_brzegiA potem… mam zaczerpnąć wodę i zanieść staroście weselnemu. Każdego dnia niosę Bogu moją codzienność – tę moją wodę. Choć tak często chciałbym, by było to coś więcej niż woda, to jednak jest to woda. Potrzebuję jednak zaufać Jezusowi i nie kombinować po swojemu. Na uczcie jest potrzebne wino, ale ja mam nieść wodę (moje życie). Ono zostanie przemienione po drodze. Ale nie wiem, kiedy. I nie muszę wiedzieć. Potrzebuję uwierzyć na słowo, zawierzyć Jezusowi, że tak właśnie się stanie.

Jezus w rozmowie z Maryją wzbrania się przed tym znakiem. Przypomniała mi się scena odmowy, jaką kieruje Jezus do kobiety kananejskiej, porównując ją nawet do psów. I tu, i tu Jezus się wzbrania, choć ostatecznie znak został uczyniony. Efektem jednak odmawiania Jezusa była pogłębiona wiara – zarówno tamtej kobiety, jak i dzisiaj Maryi, czy sług.

Zaufanie słowu Jezusa tak do końca, bez kombinowania po swojemu prowadzi do tego, że moje życie (woda) zamienia się w najlepsze wino, wykwintne, wyborowe, najsmaczniejsze. To przyjęcie słowa Maryi, która wskazuje na Jezusa: Zrób wszystko, co On Ci powie. A najbardziej fascynujący i równocześnie najtrudniejszy jest dla mnie ów czas niewiedzy. Czy już woda jest winem, czy jeszcze nie? Panie, Ty wiesz… ja chcę Ci w pełni zaufać!

4 komentarze

  1. Bożena
    27 sie, 2014

    Czy już woda jest winem, czy jeszcze nie?

    Pytanie dnia codziennego 🙂

  2. Maria
    26 sie, 2014

    Ks. Grzegorzu! Jestem zachwycona rozważaniem. Będę od jutra próbowała w ten sposób przeżywać każdy mój dzień. Dziękuję. Szczęść Boże!

  3. Agnieszka
    26 sie, 2014

    Pan wlewa w nas wodę życia po brzegi, tyle ile zdołamy pomieścić i unieść, nie więcej. Oprócz codzienności są to też strapienia i pocieszenia. Mamy być otwarci na Łaskę i patrzeć w górę – ufać, że wszystko jesteśmy w stanie donieść do celu. Potrzeba czasu, żeby ta woda była czysta, aby Pan mógł przemieniać ją w najlepsze wino, by każdy którego spotkamy na drodze, mógł poczuć jego dobry smak…

  4. Ania
    26 sie, 2014

    Powinniśmy czerpać z tego wszystkiego co daje nam Bóg, bo to piękne i nie możemy tego zaprzepascic. Każdy z nas powinien przezyc to życie jak najlepiej potrafi bo to dar od Boga.Musimy zaufać i być cierpliwi, w końcu zauważymy zmiany na lepsze i najlepsze życie. Nie dokonamy tego sami jak najszybciej, to trzeba wypracowac i dac się w pełni Jezusowi.

Skomentuj Maria Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi