Celnik

Ujrzał człowieka siedzącego w komorze celniej…  Mt 9, 9 – 13

Taki Mateusz siedzi też we mnie. To moje ego, mój „księciunio”, który pośród różnych innych zalet ma te, które reprezentuje celnik. Jest więc kalkulujący, trzymający na dystans, liczący, lubi dostawać podatki, daniny, ofiary. W krytycznych momentach pyta: Ile to kosztuje i dlaczego tak dużo? Czy trzeba ponosić aż takie koszty? Ile można stracić?

Bo on nie lubi tracić, nie lubi ponosić ofiar. Jest ze swej natury wygodny, lubi komfort i poczucie bezpieczeństwa, jakie daje mu małe, ciasne pomieszczenie komory celnej. Nie znosi ryzyka, nie lubi się wychylać ani angażować. To znaczy jest gotowy do takich poświęceń, ale pod warunkiem, że w zamian dostanie coś, co jest wartościowsze niż koszt, jaki z tego tytułu ponosi.

A miłość jest ryzykiem, miłość jest zaangażowaniem, jest wychyleniem się. Miłość pozwala się zranić i jest gotowa do poświęceń, do ofiar. Miłość jest gotowa umrzeć (ego nigdy nie przechodzi przez śmierć!). Rany miłości są podobne do tych, jakie ma Jezus po zmartwychwstaniu, zwycięskie rany. W nich jest prawdziwe życie, od którego ego ucieka. Prawdziwym życiem ego jest przerażone, jak uczniowie uciekający do Emaus. Bo ono wiąże się z zaangażowaniem i wzięciem odpowiedzialności. Ono oznacza, że już nie da się narzekać i biadolić, nie da się uciekać w iluzje i liczyć, że inni coś za mnie zrobią, że wezmą na barki moje obciążenia.

Pan Jezus codziennie przechodzi koło mojej komory celnej i codziennie mówi celnikowi „Pójdź za Mną”. Potocznie rozumie się w tych słowach specyficzne powołanie, lecz to nie wyczerpuje tych słów. One znaczą: „Idź po moich śladach kochając jak Ja, walcząc jak Ja, oddając siebie jak Ja – mówi Pan”. Słowa „Pójdź za Mną” są wezwaniem, bym wyszedł z komory celnej, ze świata moich zabezpieczeń i komfortu, liczącego zyski i nie znoszącego strat. One znaczą, bym zaczął naprawdę żyć, naprawdę kochać, naprawdę walczyć. I bym robił to nie po swojemu, bo naprawdę tego nie potrafię, naprawdę nie mam na to sił. Chodzi o to, bym robił to tak, jak On – bym w tym był do Niego podobny. Tylko tak… AŻ tak.

2 komentarze

  1. Bożena
    22 wrz., 2015

    Rany miłości są podobne do tych, jakie ma Jezus po zmartwychwstaniu, zwycięskie rany.

    szczególnie jak jest to „MIŁOŚĆ BOLESNA I BARDZO ZRANIONA”
    ale „jak pieczęć na moim ramieniu i moim sercu”

  2. Karola
    21 wrz., 2015

    Celnik Mateusz był PRAWDZIWY – CZUJNY – SKRUPULATNY – PERFEKCYJNY NAWET W ZWYKŁYCH SPRAWACH. Widać to w spisanej Ewangelii.. Nauczyły go tego oczywiście księgi celne.. miał swoje małe „grzeŚki” czy większe „Grzechy” jak każdy człowiek.

    Odsłaniając w sobie Mateusza – Ty Grzesiu i Twoje grześki na tych stronach nie są na szczęście księgą celną. Pisząc to jesteś jak OTWARTA KSIĘGA i to napisana prostym językiem. CELNIE kroczysz ku Panu.. ON to dostrzega – a gdyby przyszło Ci kiedyś do głowy… i wydawało Ci się w swojej CELI, że jesteś zapomniany, zamurowany, zamknięty.. To wychodź z niej.. idź za Jezusem – wiesz gdzie On jest.. wiesz dobrze..

    A mnie dziś zatrzymały słowa min. „Gdy Jezus wychodził(…) ujrzał człowieka”.
    „Ujrzał człowieka” – Mateusz okazał się być prawdziwym C Z Ł O W I E K I E M, a to nie jest łatwe.
    „Gdy Jezus wychodził” – On już WYCHODZIŁ z Kafarnaum.. i tuż przed odejściem..tuż przed tym wyjściem..w ostatnich krokach pobytu, w ostatniej chwili.. UJRZAŁ! do końca nic uszło Jego uwadze.
    Och..I MY BĄDŹMY CZUJNI DO OSTATNIEGO KROKU!

Submit a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi