Na większą chwałę…

Człowiek stworzony jest, aby Boga, Pana naszego chwalił, czcił i Jemu służył… św. Ignacy z Loyoli, ĆD 23

To zdanie jakoś mocno siedzi mi dziś w głowie. Szczególnie ten fragment o chwaleniu Boga. Taki jest cel i sens mojego istnienia. Ale nie chodzi o to, by wyśpiewywać dla Boga hymny pochwalne i wypowiadać słowa o Jego wielkości. To i owszem – chwalebne jest, by to robić. Ale chwalenie Boga rozumiem trochę inaczej.

inigo

Bóg największą chwałę odbiera ode mnie, kiedy ja jestem (staję się) tym, kim Bóg mnie powołał, tzn. kiedy żyję pełnią swojego życia, możliwości i tym, w co On mnie wyposażył. Wiem, że wiele we mnie lęków, obaw, ucieczek, chowania się, skrywania, zabezpieczania siebie. Mam chwalić Boga całym moim życiem, a nie tylko słowami, zgodnie z moim ulubionym cytatem ze św. Ireneusza z Lyonu „Chwałą Boga jest człowiek żyjący”.

Dziś podczas uroczystej Eucharystii ku czci św. Ignacego uświadomiłem sobie, że ta chwała ma się we mnie objawiać we wszystkim. Popatrzyłem na moje relacje i przypomniałem sobie, ile we mnie jeszcze lęku o siebie, ile zamknięcia na bliźnich (często tych najbliższych), ile nieprzebaczenia czy pogodzenia się z kimś lub czymś. A oddam chwałę Bogu właśnie przez to, że będę do Niego podobny: w przebaczaniu, w kochaniu, zgodzie na inność bliźniego, szanowaniu Jego wolności. Oddam chwałę przez to, że stanę się podobny do Chrystusa – tak bardzo, jak tylko zdołam, a wiem dobrze, że jest to zasadniczo dzieło Ducha świętego we mnie, a nie mój wysiłek.

Tak naprawdę mam oddawać Bogu chwałę w każdej chwili mojego życia, robiąc wszystko na maksa, angażując się w swoje życie i relacje z bliźnimi, kochając całkowicie, żyjąc w pełni prawdy i dobra. Jest to możliwe wtedy, kiedy chwałę połączę z czczeniem Boga, czyli uznaniem w Nim Ojca, a w sobie Jego dziecka. Bo to oznacza moją całkowitą zależność od Niego, zdanie się we wszystkim na Miłość, która trzyma mnie w swoich dłoniach, jak Ojciec trzyma w dłoniach niemowlę.

Jest to możliwe, kiedy do chwały i czci dołożę służenie Bogu, które nie jest jakimś specjalnym działaniem na rzecz Boga (wszak jestem dzieckiem w Jego ręku), lecz naśladowaniem Chrystusa, który był najdoskonalszym sługą Jahwe. Iść po śladach Chrystusa widząc w Nim Ojca, od którego jestem zależny i żyjąc w całkowitym oddaniu i posłuszeństwie wykorzystując wszystko, w co Ojciec mnie wyposażył. Wtedy stanę się żyjącą, „chodzącą” chwałą Boga! Taki właśnie był św. Ignacy…

3 komentarze

  1. Agnieszka
    1 sierpień, 2014

    Iść po śladach Chrystusa…to też godzić się na krzyż…bez obaw i leków, bo „wszystko mogę w Tym Który mnie umacnia”

  2. Bożena
    1 sierpień, 2014

    Tak naprawdę mam oddawać Bogu chwałę w każdej chwili mojego życia,

  3. Weronika
    31 lipiec, 2014

    O umiłowane Słowo Boże,
    naucz mnie być hojnym
    by służyć Ci tak, jak tego jesteś godzien
    by dawać bez miary
    by walczyć bez strachu przed ranami
    by pracować bez spoczynku
    by się poświęcić nie oczekując żadnej nagrody
    prócz poczucia, że spełniłem Twoją Najświętszą wolę. Amen.
    (modlitwa o wielkoduszność, św. Ignacy Loyola)
    Wczoraj szukałam jakiejś modlitwy o wielkoduszność i natrafiłam na tę modlitwę św. Ignacego. A dziś przypada jego wspomnienie! 🙂 Jestem bardzo wdzięczna, bo kiedy ją przeczytałam, pomyślałam, że to jest coś, czego szukałam.

Submit a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi