To jest Pan!

Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: „To jest Pan!” J 21, 1 – 14

Te słowa są dla mnie najważniejszymi dzisiejszego dnia i w pewien sposób całego życia. Są krótkim i dobitnym wyznaniem wiary. Trochę dłuższą wersję znajdujemy w pierwszym czytaniu: I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni (Dz 4, 1 – 12).

Co oznacza dla mnie, że Jezus jest Panem i że w żadnym innym nie ma dla mnie zbawienia? Sam Jezus mnie przestrzega, że nie każdy, który mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Bożego. Więc nie chodzi tu o wyznanie samymi ustami. Dla mnie oznacza to coś o wiele głębszego i trudniejszego – oddać Jezusowi PANowanie nad moim życiem. W pięknych i zarazem trudnych do wymówienia słowach ujął to św. Ignacy: Zabierz, Panie, i przyjmij, całą wolność moją, pamięć moją i rozum mój, i wolę mą całą… [Ćwiczenia Duchowe, 234].

Oddać Chrystusowi ster swojego życia, oddać Mu swoją wolność i wolę… przed tym tak często się burzę i nie pozwalam. Zresztą… każdy mój grzech o tym mówi, że sobie chcę rezerwować pewne prerogatywy, że są sprawy, z którymi absolutnie sam chcę sobie radzić, zasadniczo bez Niego. A najlepiej, by się nie wtrącał, tylko błogosławił.

Ale Jezus chce być moim Panem. Staje na brzegu mojego jeziora w momencie, w którym jest najbardziej potrzebny, kiedy dopada mnie porażka, klęska, smutek i frustracja, kiedy połów jest znów nieudany i przeżywam zawód, zniechęcenie (też samym sobą). Tylko że w takich momentach zbyt często chcę być sam i nie za bardzo mam ochotę słuchać Kogoś, kto właśnie staje i mówi mi, gdzie mam zarzucić sieć. Mówi, bym się nie zniechęcał, pomimo porażki, bym nie rezygnował, bym przyjął porażkę jako jeden z elementów życia. Zaprasza mnie do zaufania Jego słowu, do zawierzenia i ponownego zarzucenia sieci.

On przychodzi na brzeg mojej codzienności, która nie jest usłana różami. Jeśli Go posłucham – doświadczę cudu, doświadczę przemiany i to tak mocnej, że nie będę w stanie wytrzymać w łodzi – rzucę się w jezioro, by jak najprędzej znaleźć się przy Nim. W ten sposób pokazuję, iż uznaję Go za mojego Pana i Jemu podporządkowuję mój rozum i moje serce. Mogę Go też nie posłuchać, mogę dalej kombinować po swojemu. Co się wtedy stanie? Tekst o tym nie mówi… ale życie to powie, jeśli będę miał dość odwagi, by chcieć go posłuchać – mojego własnego życia, serca z jego poruszeniami.

Nie ma w innym zbawienia! Jezu, tak często szukam w innych miejscach, u innych „zbawicieli”, których często sam sobie tworzę. Ale nie chcę tak. To Ty za mnie i dla mnie umarłeś i zmartwychwstałeś. Nikt nie zrobił dla mnie więcej, niż Ty. I wcale nie były to spektakularne rzeczy (choć i takie z rzadka się zdarzają). To codzienność, na brzegu której stale stajesz – i choć nie jesteś wtedy w łódce – wiesz dobrze, gdzie trzeba zarzucić, znasz lepiej ode mnie moje pragnienia i wypełniasz moją codzienność Twoją obecnością, smakiem zbawienia. Obym zawsze w mym życiu umiał samego siebie rozpalić i innym wskazywać na Ciebie – To jest Pan!

2 komentarze

  1. Ave
    5 kwiecień, 2013

    Ojcze dzieki za podzielenie sie tymi rozważaniami. Łatwiej mówić ustami ze to Jest Pan, życiem trudniej. Tak. Trzeba o to prosić Jezusa aby przemieniał serce.

  2. Bożena
    5 kwiecień, 2013

    oddać Jezusowi PANowanie nad moim życiem. To jest TOoooooo :))

Submit a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi