Trzcina

Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Mt 11, 2 – 11

Dlaczego Jan posyła swoich uczniów do Jezusa? Przecież już w łonie swej matki, Elżbiety, spotkał się z Jezusem i „wiedział”, kim On jest. Ale czy takiego Boga oczekiwał? Bo kiedy Go zapowiada, mówi, iż po nim idzie mocniejszy, który będzie chrzcił Duchem Św. i ogniem, że oczyści swe klepisko, plewy spali w ogniu… (Mt 3, 11 – 12). Czy Jan przypadkiem nie oczekiwał innego Mesjasza?

Wydaje się, jakby Jan miał inne wyobrażenia o Chrystusie. Że to będzie ktoś z mocą, surowy i potężny, władający ogniem, głoszący podobnie jak on, prorok. Tymczasem widzi, że przychodzą do Niego celnicy i prostytutki, że jada z nimi, leczy to co słabe, chore, ułomne, przebacza. Bóg, który po ludzku okazuje się być „słaby”. Jakiego Boga ja oczekuję?

trzcinaTak sobie myślę, że może dlatego Jan wysyła swoich uczniów, by zapytać Jezusa. Bo Jan miał dwie opcje. Pierwsza z nich to zakwestionować Jezusa. Tak, według mnie, uczynili faryzeusze i elita żydowska. Jezus nie spełniał ich oczekiwań, więc Go odrzucili. Mieli inne wyobrażenia Mesjasza. I choć widzieli te same znaki, na które Jezus dziś wskazuje, to nie mieściło im się w głowie, że Bóg może być taki „słaby”, przebaczający, litościwy, nie karzący grzesznika lecz przyjmujący go… Lecz Jan tego nie zrobił, nie zakwestionował Jezusa, lecz swoje oczekiwania. Innymi słowy – zakwestionował samego siebie. Zrobił coś, na co nie było stać faryzeuszów. I na co nie stać mnie.

Bo na tym polega droga nawrócenia, droga adwentowa. Na zakwestionowaniu siebie, swojej wizji świata, Boga, bliźniego… Tymczasem ja zbyt często kwestionuję Boga i w swoim sercu pojawia się zdanie – nie takiego Boga oczekiwałem. Trudno mi zakwestionować siebie.

Jezus powiedział o Janie, że był jak trzcina kołysząca się na wietrze. Jaka jest jej funkcja? Kiedy trzcina jest pochylona, kiedy się kołysze, to można „zauważyć” wiatr. Jan był kimś, kto wskazywał na Wiatr (Ducha Św.), a nie na siebie. Zakwestionował siebie, by widoczny był Bóg. Trudno mi stać się trzciną, która w pokorze pochyla się przed wiatrem Ducha Świętego, Boga Miłości przychodzącego na ten świat. Próbuję stać sztywno, ale jest niebezpieczeństwo, że wiatr mnie wtedy złamie. Mam stać się trzciną, przez którą będzie widoczny Bóg – i to Bóg działający. Ale będzie to robił przeze mnie: moimi rękoma, oczami, ustami, nogami.

Adwent to nawrócenie i wyprostowanie pokręconych dróg. To się może dokonać tylko wtedy, kiedy zakwestionuję samego siebie i stanę się trzciną, pozwalającą się zginać przez Wiatr. Panie, pomóż…

1 Comment

  1. kris
    15 gru, 2013

    A myśmy się spodziewali… Umieć zakwestionować swoje oczekiwania, a może wcześniej wyrobić w sobie nawyk poddawania weryfikacji swoich oczekiwań. Czy będzie mniej rozczarowań? Niekoniecznie, szczególnie jeśli „trudno mi zakwestionować siebie”. Panie obdarz mnie pokorą bym przejrzał, bym umiał dostrzec i docenić wybór Jana…

Skomentuj kris Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi