Ci na przedzie…

Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Łk 18, 35 – 43

Bardzo mnie te słowa dziś poruszyły. Pokazały mi, że w moim  sercu znajdują się ci, którzy zawsze „idą na przedzie”. Wiedzą wszystko lepiej, na wszystkim się znają, mają gotowe rozwiązania na wszystko. Nie byłoby to takie męczące, gdyby nie to, że próbują sterować wszystkim, czasem nawet terroryzować. A ponieważ dzieje się to we mnie, więc podejmuję decyzję pod ich wpływem.

zebraczkaTo, co słabsze we mnie, co wymaga pomocy, opieki, wsparcia – czasem po prostu nie może się przebić, bo ci, co „idą na przedzie” decydują, czy wymuszają wręcz, jaki mam być. Chodzi o te wszystkie głosy we mnie, które mówią mi, co mam robić i w jaki sposób. Uświadomiłem sobie, że tym wewnętrznym „oporem” może być coś, co jest dla mnie ważne i potrzebne, mianowicie „głos rozsądku”.

Gdyby ci, co „szli na przedzie” zakrzyczeli niewidomego, nigdy nie odzyskałby zdrowia. Siedziałby dalej przy drodze do Jerycha i żebrał. Jego życie byłoby namiastką tego, kim ostatecznie się stał, dzięki spotkaniu z Jezusem. Ale te głosy, które zawsze „idą na przedzie”, które dyrygują i mają świętą rację – wiedziały lepiej. Ktoś taki, jak niewidomy, nie powinien się odzywać, a tym bardziej krzyczeć czy w jakikolwiek sposób się ujawniać. Jest przecież niewidomym, a więc „niedoskonały”. A to, co niedoskonałe, co wychodzi poza standardy, nie jest mile widziane. Skoro musi już być, to przynajmniej nie się jakoś zachowuje i nie przeszkadza innym.

Wiele we mnie takich głosów rozsądku, które mówią mi, jak mam się zachowywać, co robić, jak i dlaczego. Często przejmują nade mną kontrolę. Owszem, głos rozsądku jest mi w życiu potrzebny, tylko że często nie dopuszcza on do głosu argumentów serca, a więc miłości, miłosierdzia, wrażliwości, głębokich pragnień. Widzę w tym również swoistą pychę. Wszak ci, co „idą na przedzie”, właśnie dlatego idą na przedzie, że są tacy ważni, mądrzy, wszystkowiedzący, ułożeni, uporządkowani. To jest ta elita, której wszyscy inni mają się słuchać.

To, co słabe we mnie potrzebuje krzyczeć. Choć czasem nie ma siły. Musi krzyczeć i nie ustawać. Wierzę, że Bóg słyszy to, co pokorne, co ukryte, co przytłumione przez tych, „co na przedzie”. A wtedy dzieją się cuda. Obym się nie zniechęcał. Obym dopuszczał do głosu moją słabość, ciemność i nieuporządkowanie…

4 komentarze

  1. Wiola
    18 listopad, 2013

    dziękuje za ten komentarz… Jezu, ulituj się nade mną… miej litość nade mną grzesznikiem i spojrzyj na moją nędzę… błagam ;( bo już nie mam sił…

  2. Bożena
    18 listopad, 2013

    Obym dopuszczał(a) do głosu moją słabość, ciemność i nieuporządkowanie…

    Nie staram się niczego w sobie tłumic. Krzyczę i dobijam się aż do bólu. Może to nie wszystkim się podoba. Chwilami mnie samej TEŻ . Dobry Bóg wie co mi DAJE ? Tylko czy ja zawsze wiem ? 🙂
    Mam słabości i nieuporządkowania mam swoje ciemne zakamarki, jestem po prostu żyjącą istotą

  3. Baranka
    18 listopad, 2013

    Obym się nie zniechęcała. Obym nie zagłuszyła serca, które potrzebuje dotknięcia Jezusa, które uzdrowienia pragnie.
    „Jezu, Syna Dawida, ulituj się nade mną”.

  4. Madzialena
    18 listopad, 2013

    „To, co słabe we mnie potrzebuje krzyczeć. Choć czasem nie ma siły. Musi krzyczeć i nie ustawać. Wierzę, że Bóg słyszy to, co pokorne, co ukryte, co przytłumione przez tych, „co na przedzie”. A wtedy dzieją się cuda”
    Dziękuję….

Submit a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi