Chleb

A gdy nastał wieczór… Mt 14, 13 – 21

Zdałem sobie dzisiaj sprawę, że dopóki nie uświadomię sobie i nie przyjmę faktu, że bardzo potrzebuję Jezusa – nic się w moim życiu nie wydarzy. Czyżbym napisał coś banalnego, coś zrozumiałego samo przez się? Tak się może wielu wydawać. Poruszyły mnie dzisiaj te tłumy, które idą za Jezusem pieszo. Podejmują wysiłek, by Go znaleźć. U mnie nie zawsze ten wysiłek jest widoczny. Czasami widzę olbrzymią rutynę, a może nawet znudzenie faktem, że do Boga mogę przyjść, kiedy tylko chcę. Tylko nie zawsze przychodzę.

Może właśnie dlatego, że to wymaga wysiłku. Może dlatego, że tu nie da się podjechać Mercedesem, albo chociażby komunikacją miejską. Tu trzeba przyjść pieszo i poczuć trud chodzenia. Nawet nie chodzi mi o to, że czasem, by pójść do kościoła, trzeba wcześniej wstać, że podobnie, jeśli chcę rano się pomodlić, a obowiązków sporo. Tu chodzi o wędrówkę duchową. Tu chodzi o dyspozycję serca. Bo Bóg stoi tuż przy mnie, mieszka we mnie i zawsze jest gotowy wejść w relację ze mną. To ja jestem niegotowy. To ja jestem gdzieś daleko i potrzebuję wybrać się w drogę. To ja potrzebuję odpowiednio nastroić moje serce. Jak w radio – poszukać tej odpowiedniej fali. Bo Bóg nie krzyczy, nie daje słyszeć swego głosu. Jest delikatny jak szmer górskiego strumyka. Wszystkie inne „stacje”, których słucham w życiu strasznie krzyczą, ryczą wręcz i domagają się ode mnie uwagi. Ta jednak jest subtelna.

Mało tego. Nastaje wieczór. Pora trudna, nie tylko w sensie duchowym. Także dosłownie wieczór jest dla mnie trudny. Kiedy wrażenia z całego dnia, pozałatwiane sprawy, albo i nie pozałatwiane – domagają się mojej uwagi. I to właśnie wtedy, kiedy chciałbym do modlitwy. Wtedy całe zmęczenie dnia spada na mnie jak latający drapieżnik na swoją ofiarę. Nie zawsze udaje mi się przed tym obronić. Nie zawsze potrafię podjąć trud, by mimo wszystko wyjść na spotkanie przychodzącego Pana.

Miejsce puste i pora spóźniona. Wszystko wydaje się być przeciwko mnie. Puste miejsce, puste ręce, puste serce. Pora spóźniona, choć ciągle mam nadzieję, że nie za bardzo spóźniona. I wtedy pojawia się we mnie głód.

chlebTu chciałbym powrócić do początku dzisiejszego wpisu. Właśnie tu potrzebuję Jezusa. Niby to oczywiste. Ale nie do końca. Uświadomiłem sobie bowiem, jak wiele razy próbuję grać samowystarczalnego. Albo niegłodnego. Albo jednego i drugiego. Mówię sobie wtedy, że przecież jakoś sobie poradzę, że nie jest tak źle, że w sumie aż tak bardzo tego nie potrzebuję.

Bóg nie da mi chleba, jeśli nie wyrażę przed Nim mego głodu. Nie nasyci mego serca, jeśli będę uważał, że mam to, co mi potrzeba i „jakoś dam sobie radę”. Poruszyło mnie to i pokazało, że brak mi pokory, która siada wraz z tym tłumem głodnych i prosi Jezusa o chleb. Chcę Go prosić o zwykły, codzienny chleb. O coś tak zwyczajnego, naturalnego, że aż nudnego. Zbyt często wyciągam ręce po egzotyczne potrawy (duchowe), szukam wrażeń i fajerwerków, chciałbym, żeby „coś się działo”, żeby była impreza i akcja. To wszystko w sensie duchowym oczywiście. Żeby mieć nie wiadomo jakie przeżycia, wrażenia, pocieszenia.

A chodzi tylko o codzienny chleb. O zwyczajne spotkanie, które nasyci mnie z nawiązką. Potrzebuję tylko pójść pieszo za Jezusem i poprosić. Wyciągnąć rękę jak żebrak, który wie, że bez tej pomocy nigdy sobie nie poradzi. Wyciągnąć puste ręce i pozwoli je wypełnić – miłością.

2 komentarze

  1. Bożena
    6 sierpień, 2013

    Wyciągnąć puste ręce i pozwoli je wypełnić – miłością.

    Poczuć „głód” Pana Boga i go zaspakajać idąc za Panem

    Poczuć „pragnienie ” Pana Boga i wyrazić chęć na zaspokojenie pragnienia pijąc z JEGO KIELICHA ze wszystkimi „konsekwencjami”

  2. Majka
    5 sierpień, 2013

    Ja mam wrażenie, że często mam świadomość tego, że moje ręce są puste, że jestem głodna – ale to właśnie na moich brakach i niedoskonałościach skupia się cała moja uwaga i na tym wszystko się kończy. Bo trzeba te puste ręce wyciągnąć do Jezusa, trzeba POZWOLIĆ się nakarmić. A to wcale nie jest takie proste…
    Dziękuję za ten tekst!

Submit a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi