Śmierć

A Jezus wiedząc o wszystkim, co miało na Niego przyjść, wyszedł naprzeciw… J 18, 1 – 19, 42

Po raz kolejny w życiu poruszyło mnie dzisiaj to, iż Jezus wychodzi naprzeciw temu, co Go czeka. To On jest Panem sytuacji. Nic nie spada na Niego znienacka i nieoczekiwanie. I niekoniecznie bierze się to z tego, iż jest Bogiem i przewidział, co Go spotka. Przecież mógł uciec, miał szansę schronienia i przeczekania nastrojów ludzi, którzy przeciwko Niemu nastawali. On nie ucieka, lecz wychodzi naprzeciw.

Zastanowiłem się, czy ja wychodzę mojemu życiu naprzeciw. Nie wiem, co mnie spotka jutro, ba, nie wiem, co będzie za chwilę. Owszem, planuję różne rzeczy, organizuję sobie dzień, modlitwę, pracę, spotkania, obowiązki, odpoczynek. Wychodzi lepiej lub gorzej. Ale czy wychodzę życiu naprzeciw. Czy zgadzam się na wszystko, co mnie spotka. Ze śmiercią włącznie. Czy w każdej chwili mówię życiu TAK!

Bojąc się życia, będę bał się również śmierci. A może odwrotnie, nie wiem. Wiem jedno – bez tego przyjęcia siebie i życia naprawdę ciężko żyć. W tej najciemniejszej godzinie swego życia Jezus uczy mnie mówienia życiu TAK! Uczy mnie przyjmować wszystko, co ono ze sobą niesie: chwile radosne i smutne, przyjemności i cierpienie, czas światła i ciemności, sukcesy i porażki, ludzi przyjaźnie nastawionych i przeciwników… przyjąć wszystko z szeroko otwartymi ramionami – jak te Jezusowe na krzyżu.

Przypomniały mi się te chwile w hospicjum, kiedy spoglądałem na chorych odchodzących do domu Ojca. Za każdym razem głębokim przeżyciem było dla mnie wpatrywanie się w ostatnie oddechy, coraz cięższe, coraz trudniejsze. Walka pomiędzy pragnieniem życia i śmiercią. Wynik był z góry znany, ale… ten moment, kiedy człowiek oddawał ostatni oddech i chwilę potem ciało się rozluźniało, jakby przychodziła ulga. Walka zakończona, ale nie przegrana. Doczesne życie „przegrywało” ze śmiercią, ale człowiek wpadał w ramiona Ojca.

Tak właśnie wyobrażam sobie śmierć Jezusa, jak wpadnięcie w ręce Ojca. Przecież tak modlił się tuż przed skonaniem: Ojcze, w Twoje ręce oddaję ducha mego, a Ojciec wysłuchuje próśb swoich dzieci. Oddać swoje życie w ręce Ojca i wyjść życiu naprzeciw. Takiemu, jakie ono jest, z jego blaskami i cieniami. A zwłaszcza z cieniami, które tak trudno jeszcze przychodzi mi zaakceptować (szczególnie te cienie, które noszę w sobie).

Ojcze mój, Boże – naucz mnie, proszę, żyć! Naucz mnie i umierać! A to wszystko niech dokonuje się przez Chrystusa, w Chrystusie i z Chrystusem… Amen!

Submit a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi