Ile jest warte Życie?

Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam. Mt 26, 14 – 25

Te słowa Judasza zatrzymały mnie dziś na dłużej. W pewien sposób mnie poraziły, a z drugiej strony zacząłem się zastanawiać na tym, w ilu momentach mojego życie jestem trochę podobny do niego. Na co wskazują te słowa?

Judasz nie jest w stanie określić „wartości” swojego czynu. Bo czyż bardziej korzystnym dla niego nie byłoby powiedzieć: „Dajcie mi 1000 denarów i wtedy wam wydam Jezusa”? Tymczasem on w rękach faryzeuszów i starszych zostawił określenie wartości swojego czynu, a co za tym idzie – wartości Jezusa. Bo przecież on Go wydaje, sprzedaje.

Czy znam wartość Jezusa… Kim On dla mnie jest? Każdy mój grzech mówi mi, że jednak jest jakaś cena, za którą jestem gotowy Go wydać. Cena mojej wygody, zapatrzenia w siebie, zamknięcia serca przed bliźnim, zorganizowania sobie życia tylko po swojemu, wykorzystywania innych do swoich celów, szukania poklasku, zaszczytów i pierwszych miejsc… pewnie długo można by tak wymieniać.

Bardzo chcę, by Bóg był moją najwyższą i wyłączną wartością. Wyłączną, ale nie wykluczającą innych wartości, które Jemu byłyby podporządkowane. Widzę jednak, że często te role się zamieniają. On – mój Stwórca, Pan i Zbawca nie zawsze jest na pierwszym i wyłącznie na tym miejscu, lecz spycham Go na dalsze pozycje. Albo „wprzęgam” Go w pracę na rzecz tego, by mi w tych innych wartościach pomagał, zapewniał je, utwierdzał, zamiast te wszystkie inne wartości podporządkować Jemu.

W sumie to czasem się nawet zdarza, że nawet nie widzę wartości siebie samego, mego życia, moich czynów. Zamiast żyć prawdziwymi wartościami żyję impulsami, potrzebami, a czasem nawet fochami. Zdarza się jeszcze, że to nie wartości kierują moim postępowaniem (z nadrzędnym miejscem Boga wśród tych wartości), ale nietrwałe emocje, zranienia, czy braki, które szturmem zdobywają panowanie nade mną. Czuję się wtedy zdany na ich łaskę i niełaskę (a zwłaszcza to drugie).

Patrząc na Judasza pomyślałem znów o Piotrze. On również w momencie zaparcia się Mistrza tak bardzo chciał chronić siebie, że Jezus przestał być dla Niego wartością. Co prawda na moment tylko. Zdaniem, które powtarzał jak mantra było: Nie znam tego człowieka. Nie znam Go, nie jest dla mnie wartością, wcale mnie nie obchodzi. Można powiedzieć, broniąc trochę Piotra, że to była taka deklaracja na zewnątrz, by dali mu spokój, bo co naprawdę czuł w środku, trudno powiedzieć. Ale taka postawa grozi właśnie mnie – człowiekowi, który jest blisko Pana, który idzie za Nim i czasem z tego powodu zadziera nos. To w takich momentach tracę poczucie wartości Boga i samego siebie. Staję się wtedy zdolny do największych podłości.

Różnica między Piotrem a Judaszem jest taka, iż ten pierwszy był w stanie uznać swój grzech i przyjmując przebaczenie Jezusa, przebaczyć samemu sobie. Judasz zaś uznał swój błąd, podobnie jak Piotr, ale nie był w stanie ani przyjąć przebaczenia Jezusa, ani tym bardziej przebaczyć samemu sobie. Nie widział wartości siebie samego. Uznał, że to, co uczynił, jest niewybaczalne, choć Jezus z krzyża przebaczył wszystkim bez wyjątku.

Naucz mnie, Panie, żyć wartościami. Niech Twoja łaska przekonuje mnie stale o tym, że Ty jesteś największą wartością mego życia, a także że moje życie w Twoich oczach ma nieskończoną wartość. Tak, bym nawet zapierając się Ciebie i zdradzając, nigdy nie utracił poczucia, że Ty nie przestajesz mnie kochać i zawsze okazujesz mi miłosierdzie. Stając w prawdzie z moim grzechem (bez wybielanie, lekceważenia czy pomniejszania zła) nie doświadczam potępienia, lecz przebaczenie. Z tego rodzi się moja wartość i siła do tego, bym umiał sam sobie przebaczać.

 

2 komentarze

  1. Bożena
    28 marzec, 2013

    A ja wciąż jestem słaba . 🙁

  2. Podpis *
    27 marzec, 2013

    Zamiast żyć prawdziwymi wartościami żyję impulsami ……..
    Czasami zazdroszczę osobom zakonnym, bo Wasze życie jest z definicji ukierunkowane na pierwszeństwo Boga. Tak powinno być w życiu każdego katolika, ale to jest o wiele trudniejsze w codzienności, zabieganiu – trzeba o czas dla Boga walczyć i to przede wszystkim ze sobą .
    Uważam się za osobę wierzącą, szukającą woli Bożej itd. ale jak byłam zmuszona zatrzymać się na chwilę zobaczyłam, że tak naprawdę nie żyję wiarą , Bóg nie jest u mnie na pierwszym miejscu – i widzę , że to jest przyczyną mojego zagubienia i innych problemów .
    To nie jest łatwe – chyba najtrudniej jest zobaczyć siebie, swoje motywacje, intencje .
    Powoli zaczynam „widzieć” i dzięki Ci Panie Boże i proszę daj mi siłę bym się nie zatrzymywała.

Submit a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi