Syn Człowieczy

Wszechmogący, wieczny Boże, aby dać ludziom przykład pokory do naśladowania, sprawiłeś, że nasz Zbawiciel przyjął ciało i poniósł śmierć na krzyżu… (kolekta z Niedzieli Palmowej).

Uderzyły mnie te słowa z dzisiejszej Eucharystii. Bóg przyjął nasze ludzkie ciało i poniósł śmierć, by dać mi przykład pokory, którą mam naśladować. Pomyślałem, że w taki razie mieć ciało, a więc być człowiekiem oznacza być pokornym. Pokora jest wpisana we mnie, w moją istotę, w to, kim jestem. To grzech sprawia we mnie pyszne podnoszenie głowy i zadzierania nosa, by stać się „jak Bóg”. Ale tak naprawdę, niejako z definicji, jestem pokorny (taki jestem, choć nie żyję według tego).

Stąd płynie wniosek, że aby stać się pokorny, mam stawać się coraz bardziej sobą w swoim człowieczeństwie. Nie aspirować do bycia kimś innym – mam być człowiekiem. Nie mam próbować być aniołem i negować to, co cielesne, co ziemskie, a co tak często dla tak wielu ludzi wydaje się brudne, szare, upadłe. Nie mam być wyznawcą jakiejś fałszywej duchowości, która neguje cielesność, materię, związane z przemijaniem, niedoskonałością, kruchością.

Z drugiej strony zawsze grozi mi pokusa, by stawać się „zwierzęciem”, to znaczy kimś, kto idzie tylko za swoimi instynktami, komu zależy tylko na tym, by jakoś przetrwać, rozpychając się łokciami jeśli trzeba i pnąc się ku górze po trupach, bo przecież „jeśli nie ja ich, to oni mnie (zniszczą)”.

Mam być tym, kim uczynił mnie Bóg i kim chce, bym był – człowiekiem, żyjącym pełnią swego życia, wytrzymującym to napięcie, jakie tworzy to bycie „pomiędzy” (aniołami a zwierzętami). I sam Bóg – przez przyjście na świat w ludzkim ciele, podobnym do mojego, przychodzi mi to powiedzieć (Flp 2, 6 – 11).

Mało tego. Tym, co czyni dla mnie mówi mi, iż bycie człowiekiem jest nieskończenie wartościowe. Dla Niego mam taką wartość – i to nawet wtedy, kiedy grzeszę, kiedy w mej pysze zadzieram nos – że On jest gotowy za mnie umrzeć i czyni to. Tak mnie kocha, niezależnie od wszystkiego, że pokazuje to przez to, iż pozwala traktować się jak sługa, jak złoczyńca, niewolnik – czyli jak nie-człowiek. On klęka przede mną i myje mi nogi, On daje mi siebie w swoim Ciele i Krwi, On umiera za mnie na krzyżu jak najgorszy bandyta… bym ja uwierzył w to, że jestem wartościowy jako człowiek. Zawsze i bezwarunkowo. I że w tę wartość jest wpisana pokora – bycie sobą, bycie człowiekiem.

Z uznania swojej wartości rodzi się pokora. A ona niszczy każdy grzech, bo źródłem każdego grzechu jest pycha. Kiedy więc staję się pokorny, to coraz pełniej staję się sobą – człowiekiem, który owszem jest słaby i grzeszny, ale niezależnie od tego – do szaleństwa kochany przez Boga.

Panie, tęsknię za tą chwilą, choć wiem, że człowiekiem w pełni będę się stawał przez całe życie. Jezu, idę za Tobą. Tylko w ten sposób, stawając się powoli Tobą (jak Ty), stanę się w pełni sobą!

2 komentarze

  1. Bożena
    25 mar, 2013

    Jezu, idę za Tobą.:) 🙁

  2. gabi
    24 mar, 2013

    Niesamowite jest to dzisiejsze rozważanie – ” z uznania swojej wartości rodzi się pokora” , bycie sobą.
    To jest tak i n n e od mojej wiedzy, doświadczenia, schematów, których jestem pełna.
    Panie Boże daj proszę światło Ducha Św. , daj pragnienie by zastanowić się nad tym i chociaż w części pojąć.

Submit a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi