Nowy Rok

A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Ga 4, 4 – 7

Zadałem sobie pytanie o to, co mnie zniewala. Co powoduje, że staję się ociężały od niepotrzebnego balastu, który dźwigam na sobie. To mogą być i osoby, to mogą być różne przedmioty, sytuacje… Wszystko może mnie czynić swoim niewolnikiem. Tylko że mam być synem. A syn to ktoś, kto jest – po pierwsze – w bliskiej relacji z Ojcem, po drugie to ktoś, kto jest dziedzicem, a więc panuje nad sytuacją. W kontekście pierwszego dnia Nowego Roku pomyślałem też o tym, iż zniewolić może mnie… czas.

Bo ilu z nas ciągle próbuje złapać czas, goni go, biegnąc niejako na oślep, szuka czasu, ciągle go brakuje (w takich momentach warto sobie zadać pytanie: co robię, kiedy nic nie robię – aby zobaczyć, na co de facto czas marnuję).  Niektórzy już ledwo żyją od tej gonitwy i poszukiwań. Czujemy się ciągnięci przez czas jak na postronku, jak niewolnicy właśnie. Tylko że… czas nigdzie nie biegnie. On majestatycznie kroczy sobie, w równym tempie, sekunda po sekundzie. Daliśmy się zniewolić i to może nie samemu czasowi, ale naszej iluzji czasu.

Czego potrzebuję, by się od tej iluzji uwolnić? Zobaczyłem, że lekarstwem na to jest postawa Maryi, która „zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2, 16 – 21). Ona nie jest niewolnicą ani czasu, ani wydarzeń, które się w tym czasie dzieją. Ona jest Córką Boga. Zjednoczona z Ojcem rozważa w swoim sercu to, co się dzieje. Mówiąc krótko, nie zatrzymuje się tylko na powierzchni wydarzeń, lecz rozważając, szuka Boga „pod dnem” tego, co się wydarza. Być może nie wszystko rozumie, może wielu rzeczom się dziwi. Ale to jej nie zatrzymuje. Tak sobie wyobrażam, że ona wchodzi w swoje serce i samą siebie pyta: „Boże, wydarza się to i to…. wydarza się tyle dobra… wydarza się tyle zła (w moim życiu, w życiu innych)… Jak Ty, Boże, działasz w tym wszystkim? Gdzie jesteś obecny i w jaki sposób Twoja miłość się właśnie pokazuje?” Tak sobie to wyobrażam. Ona nie pozwala się zniewolić ani czasowi, ani wydarzeniom. Ona wchodzi w relację z Bogiem i w Nim szuka sensu tego, co się wydarza. Innymi słowy – Maryja w ten biegnący czas, sekunda po sekundzie, wprowadza Boży czas – czas kairos, czas łaski, którą Bóg dla każdego z nas przygotował.

Jest dzisiaj jeszcze coś – błogosławieństwo, które Bóg nam ofiarowuje (Lb 6, 22 – 27). Jest ono przeciwieństwem przekleństwa, które nas niszczy. Błogosławieństwo neutralizuje zło wyrządzone przez przekleństwo. A największym przekleństwem człowieka jest grzech. Pomyślałem więc, że naszą walką ze złem, walką z przekleństwem i grzechem jest właśnie błogosławieństwo. Ale nie tylko jako słowa. Skoro zło wprowadzamy na świat „myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem”, to błogosławieństwo również potrzebujemy wprowadzać w taki sposób. Mam się stać błogosławieństwem! Moje całe życie ma być błogosławieństwem dla innych! Moje myśli, uczucia, słowa, czyny, pragnienia, gesty, dobroć… wszystko ma być błogosławieństwem, ma być coraz intensywniejszym rozszerzaniem przestrzeni dobra i miłości we mnie i wokół mnie.

Prawdziwej wolności dziecka Bożego… serca rozważającego i rozeznającego, szukającego głębokiego sensu życia w bliskości relacji do Ojca… bycia człowiekiem błogosławieństwa – tego Wam wszystkim i sobie samemu życzę na ten Nowy Rok! Błogosławię Was +

3 komentarze

  1. Bożena
    1 sty, 2013

    Ona nie pozwala się zniewolić ani czasowi, ani wydarzeniom. Ona wchodzi w relację z Bogiem i w Nim szuka sensu tego, co się wydarza.
    Wiem ,ze wszystko co się dzieje w moim życiu jest wielką łaską Pana Boga. Tylko jest mi ciężko wyzwolić się z własnej niewoli, nie umiem tego zostawić, chociaż mam „wiedzę” 🙂

  2. Kinga
    1 sty, 2013

    Przepiękne życzenia wydobyte z dzisiejszej liturgii słowa!

    Mnie najbardziej w nich zachwyca i pociąga postawa zachowywania i rozważania Bożych spraw w sercu Maryi. Wyobrażam Ją sobie jako z jednej strony mocno osadzoną w otaczającej Ją rzeczywistości narodzin dziecka, a z drugiej jako patrzącą dużo głębiej, dalej. Podziwiam Jej zamyślenie, głębię Jej relacji z Bogiem. Rodzi się we mnie pragnienie przysiądnięcia przy Niej, przypatrywania się Jej i uczenia się tego wszystkiego od Niej.

    Maryjo, Boża Rodzicielko, prowadź mnie do Twojego Syna, ucz mnie odkrywania w Nim sensu mojego życia, godności i wolności dziecka Bożego. Niech podobnie jak Ty niosę całą sobą Jego błogosławieństwo tym, do których każdego dnia jestem posłana.

  3. Majka
    1 sty, 2013

    Bardzo mnie poruszyły te słowa o „byciu błogosławieństwem” właśnie w taki sposób – myślą, mową, uczynkiem… To jest coś, co może przejawiać się w bardzo prosty sposób, w codzienności, w zwyczajnych sytuacjach – czyli coś, co jest dla mnie możliwe do spełnienia, na wyciągnięcie ręki, tu i teraz (w przeciwieństwie do wielu wielkich rzeczy, które mogą pozostać tylko w sferze planów i postanowień). Piękna inspiracja na nowy rok – dziękuję 🙂

Skomentuj Kinga Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi