Uschłe relacje

A był tam człowiek, który miał uschłą prawą rękę. Łk 6, 6 – 11

Chyba najwięcej szczególików w swojej ewangelii podaje św. Łukasz. Kiedy inni mówią o uzdrowieniu człowieka z uschłą ręką, Łukasz dodaje, że była to ręka prawa. Dla mnie to rzecz bardzo ważna, bo dziś ta prawica mnie zatrzymała i poruszyła.

Prawa ręka… nie wiem, czy ważniejsza od lewej, wszak obie ręce są mi potrzebne. Ale prawa ręka, oprócz tego, że jest główną pracującą, służy mi do wyciągania jej na powitanie, machania do ludzi na pożegnanie. To ona bierze na siebie większy ciężar, ją wyciągam, kiedy chcę kogoś wesprzeć. Tę rękę wyciągam również do pojednania, zgody, przeproszenia. Prawa ręka… A więc służy mi ona do budowania relacji.

uschleUderzyło mnie, że moja prawa ręka jest do pewnego stopnia uschła. Ciąg pewnych wydarzeń sprawił, że trudno mi ją wyciągnąć, by podać bliźniemu. Mam wrażenie, że tylko Jezus może mnie z tego klinczu wyprowadzić i uzdrowić. Ale mój Pan robi coś, co mi się wcale nie podoba – stawia mnie na środku, jak owego człowieka z ewangelii. Stawia mnie w centrum. Ja mam jednak ochotę zaszyć się gdzieś, uciec, schować. Bo tak najłatwiej, bo tak mogę się zabezpieczyć przed – być może – kolejnymi krzywdami.

A Jezus konsekwentnie chce mnie postawić na środku. Czuję, że w ten sposób chce mi pokazać dwie rzeczy. Najpierw to, że jestem w centrum Jego zainteresowania i troski. Dla Niego, dla Boga jestem w centrum uwagi. Stale to przecież powtarza. Kocha mnie do szaleństwa, umarł za mnie na krzyżu i na różne sposoby każdego dnia pokazuje mi swoją miłość. Nie zawsze chcę ją przyjąć. Ostatnio mam z tym problem, by wydaje mi się, że na nią nie zasługuję. Po drugiej stawia mnie wobec innych osób, które na mnie patrzą. Mam wrażenie, że oni także mają uznać to, że staję na środku, że jestem warty dobra, które Bóg chce dla mnie uczynić. Czy to czyni mnie egocentrykiem? Nie. To nie ja sam siebie stawiam w środku. Gdyby to ode mnie zależało, schowałbym się w ostatnim kącie.

Czuję opór, by na słowo Pana stanąć na środku. Boję się tylko, że wtedy uschła ręka pozostanie uschła… a tego nie chcę, bo zależy mi na relacjach. Bo ja nie tylko mam relacje, ale w pewnym sensie jestem relacją, żyję relacjami. Jako człowiek stworzony z miłości i do miłości jestem otwarty na relacje – na przyjmowanie i dawanie miłości. Uschła ręka to dla mnie symbol zablokowania tej życiodajnej siły, jaką są relację. Kiedy ja cofam moją rękę, od Jezusa nieustannie słyszę: wyciągnij rękę. Mam stanąć na środku i wyciągnąć rękę. Wtedy stanie się zdrowa… to trudne, bo zdrowa stanie się wtedy, kiedy zrobię coś, przed czym się wzbraniam i przed czym czuję opór. I wiem dobrze, że właśnie w ten sposób pokonuje się opór – przekraczając go. Panie, bez Ciebie nigdy mi się to nie uda…

2 komentarze

  1. Bożena
    9 wrz, 2013

    Mam stanąć na środku i wyciągnąć rękę. Wtedy stanie się zdrowa… to trudne, bo zdrowa stanie się wtedy, kiedy zrobię coś, przed czym się wzbraniam i przed czym czuję opór.

    Panie Jezu pokaż mi przed czym tak naprawdę się wzbraniam ? Co jest z tą ( autentycznie) chorą prawa ręką. Myślałam,że wszystko zostało uleczone. Jednak nie ?

  2. Szymon M. Żyśko
    9 wrz, 2013

    Świetny tekst! Mi prawa ręka kojarzy się przede wszystkim z błogosławieństwem. Na słowo wszystko się stało, słowo jest błogosławieństwem, ręka potrafi przekazać słowo, błogosławić. Jeżeli błogosławieństwo jest życiem to z nas wszystkich ono uchodzi, usychamy jeżeli odmawiamy go tym, którzy nas o nie proszą.

Skomentuj Szymon M. Żyśko Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi