Słuchać i wypełniać

Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je… Mt 7, 21 – 29

Zdałem sobie dziś sprawę z tego, że całe Kazanie na Górze kręci się wokół słuchania i wypełniania. Na jego początku Jezus mówi, że kto jedno przykazanie, choćby najmniejsze wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim. Mówi więc o przykazaniach, ale zaraz potem odnosi się do słuchania: Słyszeliście, że powiedziano… słyszeliście… słyszeliście…

Słuchanie i wypełnianie. Dla mnie Jezusowi nie tyle chodzi o jakieś prawo, choć taką to ma postać, lecz o relacje – do Boga i do bliźniego. Można słyszeć, ale nie słuchać, bo słuchanie zakłada intencje, czyli jest celowe. Mogę słyszeć, kiedy ktoś mówi, ale zupełnie go nie słuchać. Słuchanie angażuje moją wolę a także chęć wcielenia w życie tego, czego słucham. Jezus głosi słowo i sam jest Słowem. Dla mnie to znaczy, że nie tylko mam Go słuchać, ale również być w relacji do Niego jako Słowa. Bo staję się tym, czego słucham, a w tym wypadku – kogo słucham. Ewa w raju posłuchała węża (dała posłuch = posłuszeństwo) i konsekwencje tego zawsze będziemy nosili w sercu.

Ten przykład pokazuje mi jedno – słuchanie kogoś i karmienie się czyimś słowem nie jest tylko czymś zewnętrznym, tzn. wpada jednym uchem, a wypada drugim. Owszem, może tak się dziać, bo na słowo (kogokolwiek) mogę być zamknięty, mogę nie chcieć słuchać. Ale jeśli jestem otwarty, to słowo ma moc wpłynąć na mnie i to od środka, ma moc zrobić coś ze mną od wewnątrz. Dlatego ważne jest, czyjego słowa słucham, kto jest dla mnie autorytetem. Bo nie od razu to widać, ale słowo zmienia mnie, wpływa na mnie. Jezus praktycznie nic innego nie robił, tylko głosił, mówił, napominał, kształtował przez słowo. Owszem, były też znaki i cuda, ale tych wcale nie ma tak dużo, jak byśmy może oczekiwali. On nie po to przyszedł na świat, by być „cudowny”. Słowo – to podstawowe „narzędzie” Boga, by nas zbawić, by nas przemienić od środka, uczynić dziećmi Bożymi. I to Słowo, które stało się Ciałem, czyli Człowiekiem.

Wypełnić – rozumiem to nie tylko tak zewnętrznie, prawnie, tzn. że jakieś prawo czy przykazanie mam wypełnić. To w pewien sposób samo przyjdzie kiedy… Kiedy co? Kiedy zadam sobie pytanie, czym wypełniam moje życie. Czy rzeczywiście słowem Boga? Czy rzeczywiście Jezusem, który jest ostatecznym Słowem Ojca? Moje życie ma stać się pełne i będzie pełne tym, czym je wypełnię. Bóg jest nieustannie w relacji do mnie, stale wypowiada do mnie słowo.

Słowo jest po to, by je przyjąć. Nic więcej. A wiem dobrze, jakie mam trudności z przyjmowaniem. To Bóg jest tym, który wypowiada Słowo. Mam je przyjąć. A moja odpowiedź na nie? To nie mają być słowa, lecz… wypełnienie Słowa. Wejście w relację z Nim. Przyjęcie Go do swego życia i pozwolenie, by wypełniło całą przestrzeń mojego życia. Wtedy Słowo stanie się ciałem we mnie. Wtedy będę mógł za św. Pawłem powiedzieć, że żyję już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus. Bo On mnie wtedy wypełni całego i On będzie we mnie i przeze mnie działał.

1 Comment

  1. Ave
    27 czerwiec, 2013

    Ojcze dzięki za podzielenie się rozważaniem. Dać posłuch = być posłusznym – głębokie zestawienie. Słuchać to być wewnętrznie wolnym a tego uczę się mozolnie z dnia na dzień…….

Submit a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi