Symptomy odzyskania zdrowia duchowego

Ojcowie Kościoła widzą zbieżność trzech aspektów jako symptom odzyskania zdrowia duchowego: a)      Pokój  serca (obojętność) – to symptom najbardziej widoczny braku namiętności (chorób). Nie chodzi o stan chwilowy, lecz o coś bardziej stałego. Temu pokojowi towarzyszy zawsze pokora oraz poznanie swoich braków. Ta obojętność nie oznacza jednak braku pokus czy myśli chorobliwych – to będzie trwało aż do śmierci – lecz że człowiek ma wystarczająco siły od Boga, by im się przeciwstawić. Dla Ojców Kościoła ten pokój serca jest końcem procesu nawrócenia i momentem, kiedy człowiek jest świadomy swego zdrowia duchowego, kiedy odnajduje swój prawdziwy sens, harmonię życia i wolność, która prowadzi człowieka...

Czytaj Dalej

Terapia pomocnicza

Oprócz tego, iż każda choroba duchowa ma swoją specyficzną terapię, Ojcowie Kościoła proponują różne środki pomocnicze, wspólne wszystkim chorobom. Służą one nie tylko jako uzupełnienie tamtych terapii, ale jako fundament i wsparcie – konkretne praktyki, mające pomóc w konkretnym uporządkowaniu pozostałych terapii: Asceza cielesna – jest to fizyczne wyrażenie ascezy serca (lub wewnętrznej). Składają się na nią różne praktyki, tj. post, czuwanie, praca ręczna a także te wszystkie trudności i przeciwności życiowe, które spadają na nas bez naszej winy, jak choroba, cierpienie i inne utrapienia codzienności. Asceza cielesna uwalnia duszę od panowania ciała – szczególnie jest to potrzebne w chorobach obżarstwa i rozpusty,...

Czytaj Dalej

Jezus i jezioro

Zapadł zmrok, a Jezus jeszcze do nich nie dotarł… J 6, 16 – 21 Ile razy w życiu próbuję przekroczyć drugi brzeg. Ile razy chcę czegoś innego, czegoś nowego, chcę coś zmienić w moim życiu. Poszukać tam, gdzie ciągną mnie moje własne pragnienia. Okazuje się jednak, że zapada zmrok, robi się ciemno i jestem sam. Zmrok to nie jest zbyt przyjemny czas. Owszem, służy do snu, do wypoczynku – i wspaniale, że jest. Ale jednocześnie to czas, w którym budzą się rozmaite „demony”. Boję się zmroku mego serca, boję się wchodzić w to, co ciemne i niewyraźne w moim życiu. Boję się swojej ciemnej strony. Sam się boje i innych też nie wpuszczam. Nawet Jego. Kiedy więc zaczynam – mimo wszystko, idąc za...

Czytaj Dalej

Bartymeusz

Kiedy razem z uczniami i sporym tłumem wchodził do Jerycha, siedział przy drodze niewidomy żebrak Bartymeusz… Mk 10, 46 – 52 Jestem Bartymeuszem, kiedy zamiast wziąć swoje życie i iść drogą, siedzę przy niej i żebrzę o okruchy uwagi, miłości, zauważenia mnie. Kiedy nie chcę wziąć odpowiedzialności za siebie i swoje życie (i swoje czyny), kiedy wystarczają mi marne okruchy i nie dbam o swoje pragnienia – jestem jak ślepiec siedzący przy drodze. Ale często ścierają się we mnie dwie siły. Z jednej strony odzywają się moje pragnienia, które zaczynają krzyczeć we mnie: „Jezusie, ulituj się nade mną!”. Z drugiej zaś spotykam w sobie jakiś „tłum” myśli, które mnie uciszają, które mnie...

Czytaj Dalej

Marta i Maria

Po drodze przyszedł do jakiejś wioski. Tam przyjęła Go do swego domu pewna kobieta… Łk 10, 38 – 42 Jezus jest w ciągłym ruchu, jest w drodze. Życie to ruch, dynamizm. Duch Święty jest również dynamizmem. Jezus wchodzi w moją codzienność, tak jak wszedł w codzienność Marty i Marii. Kiedy jedna jest w kuchni, pochłonięta różnymi pracami, druga siada u stóp Jezusa, by Go słuchać. Obie te siostry są we mnie. I obie są potrzebne. Nie ma między nimi żadnej opozycji. To moja codzienność, która ma być wypełniona słuchaniem i działaniem. Wiara bez uczynków jest martwa. Uczynki bez wiary to tylko ludzki wysiłek, nierzadko pozbawiony celu lub sensu. Obie siostry zostały pochwalone i obie zarazem zostały...

Czytaj Dalej