Nie lękaj się ich…
Herod bowiem czuł lęk przed Janem… Mk 6, 17 – 29 Moją uwagę przykuło słowo „lęk”, które pojawia się w dzisiejszej liturgii słowa. Do Jeremiasza Pan mówi, by się nie lękał ludzi – bo inaczej On, Pan, napełni go lękiem przed nimi (Jr 1, 17 – 19). Ciekawe zdanie. Można by je przetłumaczyć tak, że jeśli przestraszysz się ludzi, to ten lęk będzie w tobie narastał, będzie się coraz bardziej nakręcał. Mogę się bać ludzi, mogę się bać ich reakcji na mnie, na moje słowa, na moją prawdę. Ale kiedy się przestraszę, to lęk może się we mnie nakręcać coraz bardziej. Dlatego Pan ostrzega proroka, ostrzega też mnie… Komu zaufam? Lękowi? Bo On zaraz dodaje: „Będą walczyć przeciw...
Czytaj DalejBiada wam, uczeni w Piśmie…
To zaś należało czynić, a tamtego nie opuszczać. Mt 23, 23 – 26 Nie jestem faryzeuszem. Ale na pewno przynajmniej jeden faryzeusz mieszka w moim sercu. Nie zajmuje całej przestrzeni mojego ducha, ale bardzo często próbuje zapanować nade mną i wpływać na moje słowa, postawy, czyny. Nie jestem faryzeuszem, na szczęście. Uświadomiłem sobie dzisiaj, że Jezus owszem, mówi do mnie, ale mówi przede wszystkim do tej części mnie, która jest faryzejska. Tę część mnie chce dotknąć i uleczyć. Mój faryzeusz jest dokładnie taki, jakiego opisuje Jezus. Jest strasznie małostkowy. Dba o drobiazgi, o pierdoły, o rzeczy, które nie wymagają wielkiego wysiłku, które go niewiele kosztują. Mięta, koper, kminek… Kiedy zaś trzeba...
Czytaj DalejNie mają już wina…
Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. J 2, 1 – 12 Maryja staje dzisiaj w centrum dzisiejszego dnia. Moją uwagę zwróciło dzisiaj to, co ona robi w trudnym momencie. Znalazła się na weselu, gdzie normalnie wszystko powinno grać, a tymczasem tak nie jest. Pojawia się brak. Jest problem. Brakuje tego, czego na weselu nie powinno brakować. I ona, Maryja… nie narzeka, nie krytykuje („ktoś tu zawalił sprawę”), nie pokazuje palcem, nie szuka winnych. Ona jest tą, która zaradza potrzebie. Zdałem sobie sprawę z tego, ile razy ja czyniłem odwrotnie. Bo łatwiej jest być biernym, zewnętrznym obserwatorem. Łatwiej jest patrzeć na czyjeś zakłopotanie i kiwać z politowaniem głową. Łatwiej jest w sercu sobie myśleć...
Czytaj DalejWidziałem cię pod drzewem figowym…
Skąd mnie znasz? Jezus mu odpowiedział: „Ujrzałem cię stojącego pod drzewem figowym, zanim cię zawołał Filip”. J 1, 45 – 51 Zatrzymały mnie dziś te słowa. Ciągle mi się wydaje, że znam siebie. Ale to by nie było takie straszne, choć zdaję sobie sprawę, że żyję w pewnej iluzji. Najgorsze jest jednak to, że wydaje mi się, że znam siebie najlepiej! Może czasami tak, ale… jest jedno ale. Chyba zbyt często wykluczam z tego Boga. I dziwię się wtedy jak Bartłomiej, dzisiejszy patron (zwany też Natanaelem), pytając: Skąd mnie znasz? Moje serce świdrują najbardziej te słowa: Widziałem cię pod drzewem figowym… Bóg mnie widzi i zna mnie. Czy z tego powodu coś złego mi się dzieje? Czy jakaś krzywda mnie...
Czytaj DalejDopuśćcie dzieci
Dopuśćcie dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do mnie… Mt 19, 13 – 15 Zdałem sobie dzisiaj sprawę – po raz kolejny zresztą, że we mnie jest wiele dzieci. A może tylko jedno dziecko. Ono ma swoje potrzeby, czasem reaguje na trudne sytuacje histerycznie, czasem jest tak przestraszone, że chowa się w najmniejszym kącie. Zdałem sobie sprawę, że nie zawsze dobrze je traktuję. Czasem wymagam, by było bardziej „dorosłe”, bardziej „dojrzałe”. Wymuszam na nim poprawne zachowanie i nie akceptuję wszystkich jego uczuć, pragnień, potrzeb. Czasem wręcz nie znoszę jego kaprysów, zachowania… Tylko dotarło do mnie, że nie akceptując tego dziecka, nie akceptuję siebie samego, walczę w pewien sposób...
Czytaj Dalej