Złodziej

O godzinie, której się nie domyślacie… Łk 12, 39 – 48 Gdyby gospodarz wiedział, kiedy przyjdzie złodziej… to dokładnie o tej godzinie siedziałby ze strzelbą w oknie i wypatrywał go. A  resztę czasu? Byłby zajęty swoimi sprawami albo po prostu korzystałby z nocy i smacznie spał. Gdybym wiedział, to na wtedy byłbym gotowy. Ale ponieważ nie wiem… może i dobrze, że nie wiem. Bo wtedy muszę być gotowy cały czas. Jest w tym tekście piękny paradoks. Jezus porównuje siebie do złodzieja, który ma przyjść, lecz nie wiadomo, o której godzinie. Mam więc być czujny i gotowy. Ale na co? By nie wpuścić złodzieja? Przecież jasnym jest, że przed złodziejem człowiek się chroni. A skoro tym złodziejem ma być Jezus?...

Czytaj Dalej

Jak trwoga…

A Bóg czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego… Łk 18, 1 – 8 Obie sytuacje, w których widzę dzisiaj intensywną modlitwę prośby do Boga, są sytuacjami granicznymi, w zagrożeniu życia. Zarówno Izraelici, którzy mają stoczyć walkę z Amalekitami (Wj 17, 8 – 13), jak i wdowa z Ewangelii. Zawsze się zastanawiałem, czy w to nie jest trochę tak, że „jak trwoga, to do Boga”. I pewnie tak jest. Czy to źle? Myślę, że nie, ale pod warunkiem, że przychodzę do Niego nie tylko wtedy, kiedy jest trwoga. Ta sytuacja niebezpieczeństwa czy zagrożenia tylko wzmaga moją modlitwę i relację z Bogiem, moje zaufanie do Niego, które jednak w mojej codzienności jest obecne. Nie...

Czytaj Dalej

Wiara i czyny

Sądzimy bowiem, że człowiek osiąga usprawiedliwienie przez wiarę… Rz 3, 21 – 29 Święty Paweł mocno podkreśla, że zbawić się mogę tylko przez wiarę w Jezusa Chrystusa, który za mnie umarł i zmartwychwstał. Nie jestem w stanie sam wyciągnąć siebie z bagna za włosy. Potrzebuję Zbawiciela i jest nim Jezus Chrystus. Zbawienie to jest działanie Boże względem mnie, to Jego czyn, Jego „praca” (jak to ujął św. Ignacy z Loyoli) dla mnie. Wszystko, co On czyni – robi dla mnie. Więc na zbawienie nie jestem w stanie w żaden sposób sobie zasłużyć, tak by Bóg „musiał” mi je dać jako moją zasługę. Nie mam takiej mocy. Ani przestrzeganie Prawa, ani chodzenie do kościoła – nic nie jest w...

Czytaj Dalej

Osądzać miłosierdziem

W jakiej bowiem sprawie sądzisz drugiego, w tej sam na siebie wydajesz wyrok, bo ty czynisz to samo, co osądzasz. Rz 2, 1 – 11 Bliźni jest dla mnie jak lustro. Odkrywam to ostatnio coraz bardziej. Chodzi o takie sytuacje, kiedy bez jakiejś wyraźnej przyczyny zaczynam go atakować, niszczyć, obgadywać, obrażać się, odwracać. Wcale nie musi to być ostentacyjne czy widoczne na zewnątrz. Sam wiem, ile miałem słownych potyczek z różnymi osobami, lecz rozgrywało się to tylko w mojej głowie. Złe myślenie i złe mówienie o drugim człowieku niszczy nie tylko jego. Bo jeśli bliźni jest w jakimś sensie moim lustrem, to czyniąc krzywdę jemu, czynię ją równocześnie sobie. Agresja skierowana na bliźniego pokazuje mi tylko, że de facto...

Czytaj Dalej

Ślady Boga

To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku… Łk 11, 29 – 32 Trzeba mieć wyjątkową ślepotę i zatwardziałość serca, by patrząc na znaki, ciągle żądać nowych. Jezus odkrył w tych ludziach przewrotność, czyli celowe działanie, zamierzony opór. Niechęć przed przyjęciem czegoś, co było tak oczywiste. W tych ludziach nie było wiary, bo wiara wszak nie bierze się z widzenia znaków, lecz ze słuchania Słowa (Rz 10, 17). Ale czy w tych ludziach ta ślepota i zatwardziałość były takie wyjątkowe? Też się z tym spotykam i czasem odkrywam to również u siebie. Mam wrażenie, że dzieje się tak przeważnie wtedy, kiedy jakoś bardzo chcę usprawiedliwić chodzenie „swoimi drogami”. Kiedy pragnę przyklepać i...

Czytaj Dalej
Przejdź do paska narzędzi